piątek, 14 grudnia 2012

Co było jak mnie nie było, czyli zdjęciowy zawrót głowy

Na początku chciałabym podziękować Bartkowi Popielowi za to, że swoim nagraniem na yt zmotywował do zrobienia tego posta i przekopania się przez mnóstwo zdjęć których nie miałam siły obrabiać i publikować. Link tutaj.
A jak mnie nie było to :
 Jadłam kolorowe kanapki i rysowałam storyboardy

Z wkurzonymi rybami


Próbowałam oddać w pastelach klimaty ulubionych bajek z dziecińśtwa :




Jadłam dużo kolorowych owsianek :





Spędziłam trochę czasu pracując z kartami tarota :


W końcu ogarnęłam wagę kuchenną, a dostałam ją całkowicie za darmo w ramach programu punktowego z jednego z wrocławskich supermarketów :


Odwiedziłam wrocławskie Najadacze :




Zestaw "Wolna Palestyna", absolutnie cudowny humus z falafelami, zatarem, oliwkami, warzywami i chlebkiem, po prostu bajka, szkoda tylko, że oliwek dostałam aż 5

Moja znajoma zamówiła sobie tortillę z falafelem,  porcja była tak duża, że koleżanka nie dojadła i w sumie dojadłam po niej ( mam duże możliwości, ale po tym i Wolnej Palestynie ledwo się ruszałam )




 Byłam także w Sopocie w bardzo fajnym, lecz ukrytym trochę lumpeksie Vintage Inn, bardzo polecam, mają niesamowite, wspaniałe i wszystkie dodatki jakie sobie tylko wymyślicie, sklep po prostu bajka, jakby się weszło trochę do innego świata, tylko właścicielka trochę naburmuszona, ale w sumie jej do domu nie zabieramy.











A ponadto jadłam :

Kotlety fasolowe z wielką furą ziemniaków i sałatek, jadłam to właściwie cały dzień xD

 Wegańska pizza z diy sosem "serowym"

 Bardzo dużo warzyw

 Które wylądowały w powyższym stirfry

Zupa warzywna już nie pamiętam skąd ( chyba od Justyny ) i makaron z sosem z proszku, masakra, nie wiem jak ludzie mogą to jeść, zjadłam właściwie to tylko dlatego, że byłam po imprezie

 Pasta z pszenicy

 "Jajecznica" z okary, coś wspaniałego

 Warzywna tarta ze szpinakiem pod sosem z tofu

 Kulki marchwiowo-owsiane z okarą

 Muffiny bananowe
 Obiad na hura czyli kotlety sojowe, sałatka ze wszystkiego i niczego, makaron ze szpinakiem i pieczarkami

 Pasta z nerkowców i kiszonych ogórków

 Tradycyjny obiad na kolanie z mielonymi sojowymi

 Zupa z lidla wiosenna z grzankami i ze szczypiorkiem, nawet ujdzie

 Oszukane baba ghanoush, bo z białą fasolą, ale i tak diabelnie dobre

 Kotlety ziemniaczane z tortillami wypelnionymi warzywami, chyba podzieliłam tą porcję na pół ;)


No i Wegańska Bogini, która jest po prostu rozczarowaniem, większość przepisów to przepisy na wegańskie kurczaki, polędwice, makarony z wegańskim parmezanem, sałatki z wegańską mozarellą i tak dalej, jest trochę fajnych przepisów, ale jak dla mnie to książka trochę porażka, no ale w sumie co się spinam, była wydawana głównie przecież dla Amerykanek jedzących głównie takie rzeczy.

Uffff, post w półtorej godziny ;D

17 komentarzy:

  1. Ja też się rozczarowałam tą książką. Wegański ser, wegańskie zamienniki jajek, wegański zamiennik czegoś tam...co to w ogóle ma być?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę tak jakby "Chcę być weganinem, ale nie do końca"
      Kurdę, jest tyle fajnych wegańskich smaków bez tego całego przetworzonego shitu, gdzie nie ma potrzeby dawać zadnych zamiennikow....

      Usuń
  2. Co to za knajpa we Wrocławiu? Palestyna prezentuje sie cudownie, uwielbiam cieciorkę, więc nie mialabym nic przeciwko, gdyby bylo jej tak duzo na talerzu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Knajpa Najadacze ;) W jednej z uliczek rynku :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Aczkolwiek moglabym lepiej xD

      Usuń
  4. Twoje pastelowe obrazki są bajeczne! Mają klimat :)
    A zakupu "Wegańskiej bogini" też żałuję.
    Wegański kurczak. Kup do niego kawałki sojowe o smaku drobiowym.
    A na początku było bleblanie o tym, że trzeba jeść zdrowo, nie robić z siebie kosza na śmieci, że w przepisach nie ma wielu dziwnych składników. A przecież jedzenie na co dzień takich przetworzonych produktów nie jest najlepsze...
    Mam nadzieję, że trafię jeszcze na jakąś ciekawą wegańską książkę kulinarną, taką bardziej na polskie realia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ci dziękuję ;)
      Chyba ciasta w weganskiej bogini sa spoko, ale w sumie jakos tez niespecjalnie odpowiada mi forma ksiazki, jej jezyk i przeslanie, jakby najwieksza motywacja przejscia na weganizm bylo byc zajebista superlaska, no i tytul oryginalny mowi wszystko za siebie... no ale co kto lubi.
      Właśnie na polski rynek jakos w tym roku wyszla "Z miłością według Radże", niedawno mialam okazje przejrzec ją we wroclawskiej Nalandzie ( wegetarianska ksiegarnio-kawiarnia, cudowne miejsce ) i duzo przepisow bylo tam sensowne, a powiedzialabym nawet, ze super, ma piekne ilustracje, tylko format mi w sumie nie pasuje, za jakis czas zamierzam sobie sprawic.

      Usuń
  5. Widziałam Twój komentarz na blogu MadTeaParty, to co, ruszamy w świat?! Teraz! Też czuję, że ten świat, który się ostatnio dzieje wokół mnie, te moje zasiedzenie, to nie to, o co chodzi w życiu...wyraźnie nie to..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, w sumie bym ruszyla xD
      Wiesz, moze to taka pora?
      Chociaz tez mysle, ze wiele rzeczy w zyciu jest po prostu nie takich... ale mozna to zmienic.
      Ja chyba zaczne sobie suplementowac witamine d, jak mialam faze na raw, to uswiadomilam sobie ( to niby takie oczywiste, ale jednak ), ze warunki europejskie dla czlowieka sa nienaturalne, ze powinnismy sie wygrzewac w tropikach pod drzewem i opychac sie owocami, po prostu witaminy d mielibysmy wtedy pod dostatkiem, jako ze duzo slonca, a tutaj w okresie zimowym odcieci od slonca po prostu "obumieramy" i dlatego wszyscy odczuwaja wielki spadek nastroju...
      Ja w dodatku odczuwam jeszcze na dodatek ogromna ochote na slodycze, niestety nie pomaga mi jedzenie owocow, przez to albo czuje napiecie, ze nie zjem nic slodkiego, albo poczucie winy, ze zjadlam za duzo... Moze to przez rzucenie palenia, ale w sumie nie czuje, ze musze je czyms zastepowac, wlasciwie jak sobie pomysle, ze znowu mialabym zaczac palic, zeby sie nie obzerac, to robi mi sie niedobrze :|

      Usuń
  6. Po raz kolejny jestem pod wrażeniem tego co tworzysz z jedzenia, ale tym razem także rysunków :)
    Myślę, że jakby ktoś miał przejść na weganizm, a miałby problem z gotowaniem, bałby się, że będzie mu brakować jakiś smaków, urozmaicenia czy czegokolwiek, dzięki Twojej kuchni w ogóle by zapomniał, że można jeść mięso i nabiał! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nalanda, Najadacze - depczę Ci po piętach:)) Jadłam payre razy w Machina Organica, ale powiem że jak na knajpę która ma być zdrowa to jest za tłusto

    Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie mnie tam nie bylo, chociaz mam rzut beretem od szkoly, to ciekawe co piszesz, coz, bede mniej negatywnie zaskoczona

      Usuń
  8. Rozbawił mnie fragment dotyczący Vintage Inn -"tylko właścicielka trochę naburmuszona", hihi. Miałam identyczne odczucia, kiedy pierwszy raz tam zajrzałam :D Na szczęście pracuje tam kilka babeczek i czasem można trafić na kogoś milszego:)
    Pozdrawiam ciepło,
    Olimpia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, teraz widze dopiero, ze jestes z Trojmiasa ;) Jak bylam tam akurat pierwszy raz, jak bede miala nastepnym razem okazje, to chetnie bym sie w cos tam zaopatrzyla, bo uwielbiam lumpy ;) Tylko to uczucie nieprzyjemne, kiedy chcesz cos kupic a ktos sprawia wrazenie jakbys byl nieproszonym gosciem ._. Nie znosze kiedy ktos mi po prostu patrzy na rece,w ogole jak ide do jakiegos sklepu i jakas ekspedientka od razu do mnei podchodzi z pytaniem " w czym moge pomoc", to automatycznie wychodze, bo zle sie czuje w w takim miejscu :P
      A co do miast... Ja to wlasciwie tez jestem czlowiekiem... trojmiastowym xDDD Tyle ze jest to Wroclaw, Malbork i Gdansk ;)

      Usuń
  9. Wolna Palestyna w Najadacze.pl - zawsze można poprosić o więcej oliwek czy harise. Zajebiste jedzonko i bardzo user friendly stuff. Bezpłatne Wifi z hasłem "wolnamilosc"... jak tu nie lubić Najadaczy ;)?

    OdpowiedzUsuń